Tokio & Kamakura. Przytłoczeni wielkim miastem – Japonia część 4

Dzień wylotu do Tokio. Plecaki spakowane, śniadanie zjedzone, a za oknem piękna słoneczna pogoda… Zaraz przekonamy się, że to tylko cisza przed burzą. Nim po raz ostatni zamknęliśmy drzwi hotelowego pokoju Tośka zdążyła się dwa razy posikać, a mi wystarczyła sekunda by jeszcze raz zerknąć na rezerwację lotu i zastygnąć w bezruchu. Nie wiem jak to się stało, ale całkowicie pomyliłem godziny lotów. Zazwyczaj jesteśmy raczej dobrze zorganizowani i choć nie raz zdarzyło się nam czegoś zapomnieć lub spóźnić na pociąg bądź autobus, to nigdy, ale to przenigdy nie spóźniliśmy się na samolot… i tak więc w środowy poranek zapowiadał się ten pierwszy raz. Krzyki, piski i szybka ucieczka z hotelu – podjęliśmy próbę walki z czasem. Zamiast wybrać zaplanowane wcześniej tanie połączenie lokalnymi pociągami na lotnisko, wybraliśmy specjalną linię Kioto-Osaka (KIX) i bez żadnych zniżek! dojechaliśmy na miejsce. Tam okazało się, że musimy jeszcze zmienić terminal, co nie było wcale takie proste. Byliśmy ostatnimi osobami od których przyjęto bagaże do nadania. Tośka zniosła tą gonitwę niezmiernie spokojnie i cierpliwie. Gdy biegliśmy przez lotnisko, czy przesiadaliśmy się z metra i wbiegali do odjeżdżającego pociągu, to ona tylko radośnie podskakiwała w wózku.  Wydawało się że nasz chaotyczny sprint i krzyk to dla niej kolejna atrakcja wyjazdu.

DSC_6980_1_WM

Nasz samolot z Osaki do Tokio odleciał o czasie (dla zainteresowanych: lecieliśmy linią Peach, bilet zakupiony na 2 miesiące przed odlotem kosztował w sumie 440 PLN za 2 osoby dorosłe, dziecko i jeden duży bagaż do nadania). Jeszcze w Polsce czytałem fora lotnicze, tak by móc sobie wybrać odpowiednie miejsce w samolocie. Dlaczego? A no dlatego, bo była to jedyna okazja by zobaczyć magiczną dla Japończyków górę Fuji. Lot był krótki, miły, spokojny…. i pierwszy podczas którego nie było na pokładzie pasa bezpieczeństwa dla dziecka. Tośka nie dała nikomu popalić, a myślę że po 2h gonitwie przed lotem nawet odrobinę odpoczęła. Na lotnisku w Tokio zakupiliśmy trzydniowy bilet na komunikację miejską – co ciekawe dostępny tylko na lotnisku, bo w samym mieście nie można już takiego kupić.

DSC_7283_1_WM

Nocleg który zarezerwowaliśmy na Airbnb był poza granicami Tokio. Nie chodziło nam jednak o oszczędności, ale o to że jednym z kryteriów które nas interesowało podczas rezerwacji to znalezienie rodziny z dzieckiem – tak by móc porozmawiać czy wymienić się doświadczeniami (o czym na końcu 5-tej części, w podsumowaniu). Wymarzonych kandydatów znaleźliśmy właśnie na Airbnb. Problem jednak polegał na tym, iż w momencie wyszukiwania nie mieliśmy jeszcze gotowych planów na zwiedzanie Japonii. Nie wiedzieliśmy kiedy i gdzie będziemy. Nie wiedzieliśmy też dokąd chcemy dojechać i co znajdzie się na naszej liście “must see”. Nim to wszystko się wykrystalizowało, to okazało się że wyszukana rodzinka już nie przyjmuje zgłoszeń w tym czasie. Rozpacz! Stwierdziłem, że i tak się nie poddamy i napisałem do nich prywatną wiadomość, że bardzo nam zależy, i że planowaliśmy już wcześniej etc, etc. Odezwali się po kilkunastu minutach i bez problemu zgodzili się na rezerwację w odpowiadającym nam terminie. Tym samym trafiliśmy więc do kochanej rodzinki z małym (wtedy roczek) Haruką, mieszkającej w tradycyjnym japońskim domku, z tatami mat, drzwiami futsomo i maleńkim ogródkiem. Wprawdzie miejsce to oddalone było o 30-40 minut drogi od Tokio, to jednak doceniliśmy jego spokojną okolicę, lokalne restauracje, małe tradycyjne sklepiki ale przede wszystkim Ich – Ume, Meg i Harukę. Przywitali nas jak serdecznych przyjaciół, których znają co najmniej od kilku lat. Wspaniałe doświadczenie i wspaniali ludzie!

DSC_6822_1_WM

tokio-001

tokio-004

Kolejne dni zapowiadały się jeszcze ciekawiej ponieważ postanowiliśmy spotkać się z Takahiro Matsumoto. Ponad 10 lat temu, na drugim roku studiów w Budapeszcie miałem przyjemność pomieszkiwać z Taką w maleńkim pokoju w akademiku, który chyba jeszcze pamiętał czasy Kadara. Taka to niesamowicie pozytywny i zakręcony człowiek, otwarty na innych, chętny do pomocy i radosny. Oczywiście w przeciągu tych 10 lat widzieliśmy się kilka razy, ale nasze ostatnie wspólne piwo wypiliśmy już dobrych parę lat temu.

No dobra – trochę konkretów o Tokio. Zastanawialiśmy się czy opisywać tu wszystkie miejsca które warto zobaczyć, ale stwierdziliśmy że nie o to nam chodzi. Oczywiście postaramy się wymienić choć kilka dziwnie brzmiących nazw i polecimy Wam te do których sami zaglądnęliśmy, ale o szczegółach więcej powie wam już dobry książkowy przewodnik czy “ciocia Wikipedia”. 

DSC_6881_1_WM

DSC_6894_1_WM

Tokio zachwyca, zadziwia, szokuje, uspokaja, męczy. Można by wymienić jeszcze kilka innych słów opisujących to miasto. Oczywiście są tacy którzy je kochają i tacy którzy go nienawidzą. Najwięcej do powiedzenia mają na pewno Ci, którzy spędzili tu dużo więcej czasu niż my. Inaczej zwiedza się, ocenia czy zachwyca będąc samemu, ze znajomymi, z ukochana osobą lub z przyjaciółmi. W zależności od pogody, czy humoru nasz odbiór też może być całkowicie inny. My zwiedzając Tokio byliśmy w bardzo dobrym humorze i w takim też humorze je opuszczaliśmy, ale towarzyszył nam jeden nieodłączny epitet opisujący to miejsce – zmęczenie. Nie chcemy by brzmiało to bardzo negatywnie – bo nie do końca tak jest, ale po prostu – małe dziecko w tak wielkim mieście szybko szuka odpoczynku, spokoju, ciszy, a problem polega na tym, że nawet w największych parkach ciężko to znaleźć. Tokio jest przeogromne i jeżeli nie mamy czasu czy pieniędzy na podróżowanie po Japonii to może być celem samym w sobie. To najbardziej zaludniona metropolia na świecie. Składa się z 23 oddziałów miejskich i wielu innych miast, miasteczek i wsi.  Jeszcze przed 1868 rokiem znane było pod nazwą Edo. To małe miasteczko zaczęło rosnąc, rozrastać się, powiększać, a potem stało się politycznym centrum kraju, aż w końcu wyrosło na światową metropolię. Miasto zostało zniszczone podczas Wielkiego Trzęsienia ziemi Kanto w 1923 roku, a później podczas dywanowych nalotów w 1945 roku. Dzisiaj oferuje nieograniczony wybór sklepów, rozrywki, kultury czy wszelkiej maści restauracji. Jego historię można docenić w dzielnicy Asakusa, w wielu zabytkowych świątyniach czy wspaniałych muzeach. Wbrew pozorom ma ono też sporo miejsc zielonych – ale jak już wcześniej wspomniałem także i przeludnionych.

tokio-003

Praktycznie wszędzie dojedziecie metrem czy podmiejską kolejką. To też było dla nas nie lada wyzwaniem podróżować z Tośka zatłoczonymi środkami transportu publicznego. W prawdzie nikt nas nas nie upychał, ale sami gnietliśmy się w wagonach z innymi. W przeciągu tych kilku dni odwiedziliśmy między innymi:

  • Tsukiji Market – największy i najbardziej znany na świece targ rybny, przez który dziennie przewija się ponad 2,000 ton świeżych ryb czy owoców morza. Wszechobecne ciężarówki, motory, krzyczący sprzedawcy, lód, woda i ryby których wcześniej nigdy nie widzieliśmy na oczy – to miejsce nie stworzone dla turystów, a jednak jest ich tam tak wielu iż obowiązują dość sztywne reguły poruszania się czy zakaz wchodzenia w niektóre rejony targu. Ze względu na wszystko co wymieniłem, ja z Tośką przeszedłem tylko przez najszersze aleje targu, a następnie wyszedłem poza mury i czekałem spokojnie na Kasię która explorowała jego najciekawsze zakamarki. Tośką odrobinę sobie pospała, a ja miałem okazję poczytać historię Japonii.

tokio-006

tokio-005

  • Akihabara – centralna dzielnica Tokio słynąca z przede wszystkim z neonów i sklepów z elektroniką. Zaglądnęliśmy tu pod koniec dnia, a że Tosia nie miała już siły na dalsze włóczenie się to szybciutko przebiegliśmy głównymi ulicami i udaliśmy się do Haruki.

DSC_7305_1_WM

tokio-007

  • Asakusa tzw. centrum “małego Tokio”, jedno z nielicznych miejsc w których można poczuć prawdziwą historyczną atmosferę miasta. Największą atrakcją Asakusy jest Sensoji – popularna Buddyjska świątynia z VII wieku. Dociera się tam idąc ulicą Nakamise wypełnioną setkami sklepów z tradycyjnymi japońskimi rękodziełami, pamiątkami czy przekąskami. Miejsce to również oblegały tłumy, które równie chętnie fotografowały zabytki jak i nas…

tokio-012

DSC_7093_1_WM

tokio-011

  • Shibuya jedna z najbardziej kolorowych dzielnic Tokio. Pełna sklepów, restauracji czy klubów nocnych. To miejsce narodzin japońskiej mody gdzie do dziś dyktuje się jej trendy. To także tu znajduje się słynne, pełne neonów skrzyżowanie przy wyjściu ze stacji Hachiko. Obowiązkowym punktem jest kawa w “popularnej amerykańskiej sieciówce” skąd z góry można zobaczyć setki przechodzących przez ulicę mieszkańców i turystów. Miejsce to robi naprawdę niesamowite wrażenie, w szczególności jak można je podziwiać siedząc u taty “na barana”.

tokio-002

DSC_6933_1_WM

jp-005

  • Shinjuku dzielnica drapaczy chmur, ale słynna przede wszystkim z największego dworca na świecie który obsługuje dziennie ponad 2 mln pasażerów. Przesiadka z wózkiem w tym miejscu to nie lada wyzwanie 🙂

DSC_6964_1_WM

  • Najlepszymi miejscami na odpoczynek są oczywiście ogrody i parki, miedzy innymi Koishikawa Korakuen. To jeden z najstarszych japońskich ogrodów, budowany w 1600-1867. Kolejne zielone miejsce na mapie Tokio to Ueno Park. Śmiało można to urządzić piknik, ale i odwiedzić kilka wspaniałych muzeów m. in. Narodowe Muzeum Tokio, Muzeum Sztuki Zachodniej czy Muzeum Sztuki współczesnej. Zaraz obok znajduje się Zoo i pierwszy w Japonii ogród botaniczny. My zachwycaliśmy się tam wspomnianym już wcześniej  cherry blossom – ponad 1000 drzew w jednym miejscu! Innym hitem dnia były lody z zielonej herbaty, na które kupon kupiłem w jednym z dziesiątek automatów. Równie fajnym miejscem polecanym na chwilę odpoczynku jest Yoyogi Park. Zanim przeistoczono go w typowy park, to wcześniej była tu baza wojskowa, a w latach 60-tych odbyły się tu Igrzyska Olimpijskie.

DSC_7058_1_WM

DSC_7290_1_WM

Poza wymienionymi “hitami” jest jeszcze wiele innych miejsc które odwiedziliśmy, lub przez które pewnie tylko przebiegliśmy. Na Tokio potrzeba wielu dni i godzin by choć odrobinę móc je wyexplorować.

Na koniec szybciutko wrócę do wspomnianego już wcześniej Taki, z którym spędziliśmy cały dzień w uroczej Kamakurze. Umówiliśmy się z nim się na jednej ze stacji tokijskiego metra i pomimo potoków ludzi, jakimś cudem natychmiast wpadliśmy na siebie. Obdarował nas japońskimi słodkościami, ale przede wszystkim miał szansę poznać Tośkę. Nowy wujek z Japonii wpadł jej nawet do gustu. Kilka dni wcześniej dogadaliśmy się, że pojedziemy razem właśnie do Kamakury – małego miasteczka oddalonego o ponad godzinę drogi od Tokio.  Wsiedliśmy w pociąg który przejeżdża przez słynną Jokohame i Kawasaki, i bez większych problemów dotarliśmy na miejsce.

jp-003

tokio-008

Kamakura to nadmorskie miasto nazywane Kioto Wschodniej Japonii. Można tam zobaczyć liczne świątynie, kapliczki a także wybrać się na piaszczyste plaże, które przyciągają tłumy gości podczas letnich miesięcy. Tsurugaoka Hachimangu- to najważniejsza świątynia i miejsce kultu. Taka zaopiekował się Tośką, a my mieliśmy kilkadziesiąt minut na zwiedzanie. Mieliśmy także okazję zobaczyć tradycyjny japoński ślub – wydarzenie religijne które według Taki jest już naprawdę bardzo rzadko spotykane. Kolejne ciekawe miejsce to Kenchoji  – jedna z pięciu najważniejszych świątyń Zen w Japonii, a zarazem najstarsza w Kamakurze. Naprawdę super było spotkać kolegę sprzed lat i to w jego rodzinnych stronach.

tokio-009

tokio-010

Po kilku intensywnych dniach spędzonych w Tokio i okolicach udaliśmy się do Hiroszimy, ale o tym już w kolejnym wpisie….

Zdjęcia z całego wyjazdu możecie obejrzeć TU, a poniżej linki do pełnej relacji z Japonii:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *