Sens i czas

Czy podróżowanie w ogóle ma sens i czy na wyjazd można sobie pozwolić tylko raz na rok?

Zapraszamy do przeczytania i komentowania pierwszej części naszego „domowego poradnika”.

DSC_1656050_WM

Całkiem niedawno spotkaliśmy się z bardzo dobrymi przyjaciółmi (Celina i Piotrek), którym dwa miesiące temu urodziła się prześliczna córeczka (Roma). Rozmawialiśmy o radościach i smutkach wczesnego rodzicielstwa, wzlotach i upadkach czy o nieprzespanych nocach. Nie udało się również ominąć tematów związanych z podróżami, którym to z drugiego pokoju przysłuchiwał się brat Celiny. Na sam koniec, kiedy już żegnaliśmy się zadał on proste, aczkolwiek ważne pytanie. “Jak wy to robicie, że starcza Wam czasu na tyle wyjazdów w roku?” (Równie dobrze mógłby zadać pytanie jak wy to robicie że macie na to wszystko kasę – ale o tym osobno).  Sensownie zadane pytanie, ale trudna odpowiedź…

Sporo zależy od tego gdzie pracujemy, czym się zajmujemy, czy mamy wolne zawody, co stanowi nasze źródło dochodu i utrzymania. W zakładce o nas wspomnieliśmy już, że my mamy stałe zajęcia – całkowicie różne, odmienne ale też i wymagające. Pomijając fakt, że kiedy to piszę Kasia przebywa na urlopie macierzyńskim (a tak dokładnie to na wychowawczym), to ja nie mam wolnego zawodu i w 100% reguluje mnie prawo pracy.

Przysługuje mi więc 26 dni urlopowych w roku. Nie zapominajmy, że a nuż, może jeszcze coś przeszło z zeszłego roku? Dodatkowo do 14 roku życia dziecka mamy 2 dni opieki, którą wybiera jeden z rodziców – w tym wypadku ja. W związku z narodzinami Tośki dostałem także dodatkowe 10 dni wolnego (do wykorzystania w przeciągu 12 miesięcy od urodzenia dziecka). Biorąc to wszystko pod uwagę w 2015 roku miałem prawie 40 dni wolnego, z czego na „odpoczynek” na sofie lub załatwienie czegoś „na mieście” przeznaczam dodatkowe dni – kiedy chodzę oddawać krew.

Odpoczywamy w weekendy (jeżeli mamy takowe), a te 40 dni w 2015 roku poświęciliśmy na podróże około-weekendowe bądź dłuższe wyjazdy. Oczywiście Ci co wyjeżdżają na 3-4 miesiące włóczęgi po Azji powiedzą: “co to jest 40 dni (plus weekendy)?”, ale jak już wcześniej napisałem – nie każdy może sobie pozwolić na tego typu wyprawy.

Każdy z nas ma mniejsze bądź większe zobowiązania, prywatne firmy lub korporacje w których pracujemy – podróże są więc relaksem i ucieczką od codziennych zobowiązań. To czas w którym spędzamy ze sobą 24h na dobę, nadrabiając zaległości związane z delegacjami czy nadgodzinami w pracy. Aaaa i pamiętajmy jeszcze, że czasami można przyjść do pracy w przypadające święto i poświęcić ten jeden wolny dzień kiedy to synoptycy zapowiadają brzydką pogodę – następnie wybrać go później i połączyć z weekendem. Tym samym możemy wyruszyć na 3-4 dni nad morze lub w góry. Europejskie miasta też są świetnym oderwaniem się od rzeczywistości, a i tam musimy jeść, korzystać z komunikacji miejskiej czy pozwolić sobie na kufel piwa.

Bez względu na to gdzie jesteśmy to i tak ponosimy koszty związane z rozrywką czy podstawowymi potrzebami człowieka. Przedłużone weekendy wydają się więc idealne na krótki odpoczynek i naładowanie baterii.

Nie zwykłem mieć nadgodziny w pracy (choć czasem się zdarzają), ale może ktoś z Was ma możliwość (lub przymus) ich robienia, a potem odbiór i kolejny przedłużony weekend?

Pamiętajmy – stoi za nami prawo pracy, które w Polsce nie należy do najgorszych i daje rodzinom szanse na integrację, zabawę, wspólnie spędzony czas, i odpoczynek – tak więc wykorzystajcie to!

 

PS w tym roku wracam do standardu, więc dobrze muszę rozplanować tylko 26 dni urlopu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *