Kasa i bezpieczeństwo

Czy każdy wyjazd musi nadszarpnąć domowy budżet? Czy aby podróżować trzeba pracować po godzinach i zarabiać krocie, najlepiej w EUR lub GBP?

Zapraszamy do przeczytania i komentowania drugiej części naszego „domowego poradnika”.

DSC_1656051_WM

“Bo to co nas podnieca to się nazywa kasa” – śpiewała kiedyś Maryla Rodowicz. Łatwo też powiedzieć że “pieniądze to nie wszystko”, ale bez nich nasze podróże chyba nigdy by się nie odbyły.

Wiele z obowiązkowych punktów każdego wyjazdu można zorganizować „po kosztach”, naprawdę budżetowo! Nadal jednak za coś trzeba będzie zapłacić – w końcu nic nie jest za darmo. W jednym z naszych postów na blogu wspominaliśmy już, że nam nie udało się wygrać w totolotka, czy zdrapać magicznej kwoty na zdrapce. Daleka ciocia też nie zostawiła spadku. Pozostaje więc zarobić i oszczędzić. Niby nic trudnego – a jednak nie jest to takie proste. Sami mamy wiele wydatków – bo i rachunki trzeba zapłacić, a i kredyty nie dają spać, to auto się zepsuje, a to silnik w odkurzaczu spali…

Tak więc zaczynamy oszczędzać! To tak samo jak i z postanowieniami (byle by nie noworocznymi – bo naukowcy mówią, że ciężko takowych dotrzymać). O tym jak oszczędzać zapewne znajdziecie sporo blogów czy materiałów w fachowej literaturze. My mamy dwa proste, domowe sposoby:

  • pierwszy: co miesiąc, zaraz po wypłacie przelać mniejszą bądź większą kwotę na tzw. świnkę skarbonkę. Nie ukrywam iż my staramy się by była to w miarę “stała” kwota, pozwalająca nam planować zakup przyszłych biletów. Pieniądze te przeznaczamy również na noclegi czy wejściówki. Liczy się jedno: przelewać zaraz na początku, regularnie i nie wliczać tej kwoty do domowego budżetu. Starajcie się nie robić tego na koniec miesiąca – wtedy kiedy zostanie lub nie zostanie Wam trochę kasy.
  • drugi sposób (i tu już mowa o mniejszych kwotach): to zwyczajna, prosta skarbonka. Ale aby ją uzupełnić ja zmieniłem portfel (który na co dzień noszę), na taki który nie ma przegródki na monety. Wszystkie więc drobne które dostaję jako resztę w sklepie, w kiosku czy na stacji wkładam do kieszeni, a po zakończonym dniu do skarbonki. Prosta rzecz – nie mam ich gdzie trzymać, a nie znoszę mieć napchanych kieszeni. Nie ważne czy 1 grosz czy 5 złotych – wszystko ląduje w skarbonce. Od wyjazdu do wyjazdu uskładaliśmy różne kwoty: od 100 do 400 zł – a sami przyznacie że to dość przyjemny „prezent” zasilający budżet wyjazdowy.
  • są jeszcze inne możliwości z których my nie korzystamy. Mianowicie przy płatności kartą bank może zaokrąglić i księgować „końcówki” z paragonów na osobne konto. Myślę, że tu także można odłożyć nieco grosza. Znacie inne fajne sposoby? Dajcie znać! 🙂

 

Jak już mamy tą kasę to gdzie ją spakować? Do czego włożyć? Jak zabezpieczyć?

Na forach internetowych możecie znaleźć różne wskazówki. My, całkiem po prostu mamy debetowe karty walutowe – tak by nie płacić za przewalutowania przy płatnościach internetowych czy wybieraniu pieniędzy z bankomatów za granicą. Nasze konta walutowe i karty są bezwarunkowo bezpłatne, a złotówki wymieniamy w kantorach internetowych (www.walutomat.pl, www.kantor.aliorbank.pl, i inne). Poza tym, cześć pieniędzy (bynajmniej na pierwsze dni podróży) warto mieć w gotówce – w mocnej walucie jak USD, czy EUR. Prawie zawsze i wszędzie wymienicie ją w kantorach czy bankach, a nawet kiedy nie uda się tego zrobić – to można próbować płacić np. dolarami, w kraju gdzie nie jest są one oficjalną walutą.

Gdzie chować – a na to pytanie nie odpowiem. Podpowiem natomiast, że można zakupić sobie specjalne pasy, paski na biodra, albo doszyć kieszenie do spodni. Poza gotówką i kartami walutowymi warto mieć także kartę kredytową. Daje nam ona szereg przywilejów, a przy zmyślnym planowaniu może być całkowicie bezpłatna. Wraz z kartą, często w pakiecie dostaniemy ubezpieczenie (nawet takie podróżne) opiewające na bardzo wysokie sumy. Zdarza się również, że obejmuje ono także rodzinę która z nami podróżuje. My bez ubezpieczenia się nie ruszamy! Wam również tak radzimy, a jeżeli nie macie kart kredytowych z pakietem ubezpieczeniowym, to śmiało możecie ubezpieczyć się on-line w kilkunastu towarzystwach. 

Kolejnym plusem kart kredytowych jest tzw. charge back – za Wikipedią: „rodzaj zwrotu środków za transakcję dokonaną kartą płatniczą realizowany przez wystawcę karty i inicjowany przez klienta w sytuacji, gdy konsument nie był zadowolony z produktów albo usług, za które zapłacił, nastąpiła pomyłka techniczna w rozliczeniu transakcji lub transakcja nosi znamiona oszustwa”. Przykładowo: w momencie gdy nasze linie lotnicze bankrutują (za bilety zapłaciliśmy karta kredytową) i nie są w stanie wykonać zaplanowanych lotów, to często bank zwróci nam kwotę za zakupione bilety – sprawdzone i przetestowane. 

Inny plus karty kredytowej to możliwość zbierania punktów czy mil w różnych programach partnerskich. To również przetestowaliśmy wymieniając mile (za zwyczajne zakupy) na bilety lotnicze. I ostatni punkt – co dla niektórych zapewne minus karty kredytowej – to dodatkowa gotówka, dodatkowy budżet – ale do tego podchodzimy już z głowa i rozsądkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *