Osaka. Azjatyckie powitanie – Japonia część 2

Czas nadrobić zaległości! Po dłuższej przerwie wracamy więc z relacją z naszego wiosennego wyjazdu do Japonii. Ciężko się pisze perspektywy czasu, zważywszy że umknęło nam już dobrych kilka miesięcy i w tzw. międzyczasie wiele się wydarzyło. Chyba nie jest tajemnicą, iż najłatwiej relacjonuje się w trakcie samej podróży, lub zaraz po niej. Nasz blog powstał całkiem niedawno, bo w listopadzie a w Japonii byliśmy w marcu/kwietniu, i jak stosunkowo łatwo było nam nadrobić wpisy z kilkudniowych wypadów czy weekendów po Europie, tak dość karkołomne jest nadrabianie wspomnień sprzed ponad pół roku.

No cóż, postaramy się przypomnieć sobie co tylko możliwe i podzielić się z Wami wszystkim tymi informacjami. Jak dowiedzieliście się w pierwszym “japońskim wpisie” (Nippon. Kraj Kwitnącej Wiśni – Japonia część 1) wybraliśmy się tam w czasie, kiedy sami Japończycy oczekiwali na zakwitniecie wiśni. Tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo kiedy to się stanie, tym bardziej że w różnych regionach dzieje się to w innym czasie. Dla Japończyków jest to prawie jak święto narodowe, na które czekają cały rok. A jak już nastanie ten magiczny czas, wychodzą tłumami na ulice i do parków, by odpocząć, spędzić czas z rodzinami i zaobserwować świat w innych kolorach. Nam udało się zobaczyć zapewne namiastkę tego co ma do pokazania japońska matka natura – ale o tym w kolejnych wpisach. 

DSC_6061_1_WM

jp-007

Wróćmy więc do planowania. Jako że Tosia była naprawdę małym bobasem nie mogliśmy sobie pozwolić na poszukiwanie noclegów na miejscu. Wszystkie pokoje zarezerwowaliśmy więc z dużym wyprzedzeniem, nie tylko by mieć pewność że nie czeka nas jakaś niemiła niespodzianka na miejscu, ale przede wszystkim ze względu na dostępność i ceny. Wspomniany wyżej Cherry Blossom jest mocno obciążony lokalnymi wizytami wycieczek szkolnych czy podróżujących z miasta do miasta grup Japończyków chcących zobaczyć różne zakątki kraju w najpiękniejszym momencie wiosny. Zaglądnijcie proszę do zakładki „Noclegi i atrakcje” w której to znajdziecie najbardziej przydatne strony z których korzystaliśmy rezerwując noclegi w Japonii.

osaka-002

DSC_6079_1_WM

Na sam początek w Osace mieliśmy zaplanowane 2 noce w maleńkim pokoju, w hotelu (GR Hotel – po zniżce 10 EUR wyszedł nas około 35 EUR za noc) położonym zaraz niedaleko stacji metra Esaka – nie da się ukryć kawałek od centrum, ale w bardzo dobrej cenie i z dobrym czasem dojazdu do wybranych atrakcji. Tosia została super mile przywitana na recepcji, gdzie dostaliśmy klucze i udaliśmy się do pokoju. Pokój był na tyle maleńki, że łóżko opuszczane było na specjalnych linach i szynach spod sufitu. W dzień była tam dodatkowa przestrzeń na bagaże czy wysuwane biurko a na noc miejsce to zamieniało się w sypialnię. Nie zwykliśmy spędzać czasu wolnego w pokojach więc zdecydowanie nam to wystarczyło. Nie tylko my bo i Tosia zadziwiona była tym japońskim wynalazkiem. Stworzyliśmy jej namiastkę wesołego miasteczka opuszczając bądź podnosząc ją jak siedziała na łóżku – uwierzcie mi – bardzo jej się to spodobało. Łazienkę z wanną i WC również mieliśmy w pokoju więc nie martwiliśmy się o kąpiel dla małej.

osaka-001

Kilka osób pytało nas czy Japonia jest droga – sami bardzo się tego baliśmy, bo słyszeliśmy wiele „miejskich legend” o japońskich cenach. Nic jednak bardziej mylnego. Oczywiście nie jest super tania, ale tuż przed wyjazdem spotkałem się z kolegą który niedawno wrócił z Japonii i podzielił się z nami wskazówkami jak ograniczyć lub choć odrobinę zminimalizować koszty życia na miejscu. Naprawdę długo zbieraliśmy potrzebne informacje dotyczące biletów kolejowych, metra, noclegów, wejściówek do muzeów, czy jedzenia zarówno dla nas jak i dla Tosi (o jedzeniu słów kilka w kolejnych wpisach). My zdecydowaliśmy się nie kupować popularnego Japan Rail Pass ze względu na to, że patrząc na naszą trasę wykorzystalibyśmy tylko jego namiastkę. Faktycznie, oceniając już po fakcie stwierdzam, że cała podróż na miejscu wyszła nas taniej niż JP – co nie znaczy ze zakup JP jest złym rozwiązaniem. Wręcz odwrotnie, uważamy że mając JP w kieszeni można sporo zobaczyć i oszczędzić  – ale nie w naszym konkretnym przypadku – podróży z niemowlakiem.

DSC_60181317_WM

Może więc coś więcej o naszej trasie. Rozpoczęliśmy od Osaki w której to wylądowaliśmy rejsowym samolotem z Amsterdamu. Nasz plan zakładał 2 dni w Osace, następnie przejazd pociągiem do Kyoto i tam 3 dni tam na miejscu (zwiedzania miasta, okolic i Nary), kolejno przejazd pociągiem z Kyoto na lotnisko w Osace i lot tanią linią lotniczą Peach do Tokio (polecamy zakup biletów z dużym wyprzedzeniem – dla naszej trójki, z bagażami rejestrowanymi wyszło około 250-300 PLN). W Tokio zamierzaliśmy spędzić kolejnych 3-4 dni ze zwiedzaniem niedaleko położonej Kamakury. Następnie przelot liniami ANA (za mile uzbierane w programach partnerskich) do Hirosimy. Tam kolejne 2 dni ze zwiedzaniem Miyajimy. Z Hirosimy mieliśmy nasz jedyny kurs Shinkansenem do Osaki z której to odlatywaliśmy do Fukuoki i następnie do Amsterdamu (loty Fukuoka-Amsterdam nie są już realizowane przez KLM). Jak na dwa tygodnie mieliśmy więc dość napięty plan, zważywszy że podróżowaliśmy z kilku miesięcznym dzieckiem. Od samego początku nie nastawialiśmy się na eksplorowanie wszystkich lokalnych muzeów czy świątyń – choć i tak ich dużą część udało nam się odwiedzić. Chcieliśmy poznać lokalne społeczności spędzając z nimi czas w parkach, spróbować tony japońskich specjałów, pospacerować po wzgórzach odwiedzając lokalne knajpki, i po prostu odpocząć na drugim krańcu świata. Wydaje nam się, że zrealizowaliśmy plan w 100%.

DSC_6063_1_WM

Organizując wszystko za wczas niepojęte dla nas było, że po japońskich torach jeździ tak wielu przewoźników. Są też przewoźnicy którzy mają swoje własne tory, czasem idące równolegle do konkurencji. Wiem że możne wydawać się to dziwne – choc u nas też po jednych torach jeżdżą Przewozy Regionalne czy Intercity – ale tam jest to spotęgowane do tego stopnia i na tak dużą skalę że naprawdę z głową trzeba wcześniej ogarnąć mapki, kasy biletowe, ale przede wszystkim ceny. Dojazd w to samo miejsce jednym przewoźnikiem możne być dużo! tańszy niż innym, który jedzie powiedzmy odrobinę krócej. Z samego lotniska w Osace do centrum możemy dojechać na kilka rożnych sposobów, mocno różniących się cenami. Bilety te można też łączyć z innymi, np. na metro czy autobusy. Co do samego metra – to w Tokio np. o ile się nie mylę jeździ dwóch różnych przewoźników, którzy wjeżdżają czasami na te same stacje, ale obowiązują inne bilety.

Do planowania tego wszystkiego posłużyła nam genialna!, aktualizowana na bieżąco strona www.japan-guide.com. Znajdziecie tam ceny, mapy, atrakcje, daty świąt czy samego terminu kwitnięcia wiśni. Kolejną nieodłączną przy planowaniu stroną była www.hyperida.com, która to pokazuje czasy i możliwość dojazdu w różne miejsca, przesiadki, przewoźników i ceny! Korzystając z w/w stron, a także innych już wcześniej wspomnianych blogów stwierdziliśmy ze JP nie będzie nam potrzebny. (Dodam jeszcze, że po Japonii kursuje tani przewoźnik autobusowy WillerExpress – my nie skorzystaliśmy, ale ceny maja odjazdowe). Praktycznie wszędzie dało się dojechać więc bez JP, lub kupować odcinkowe bilety na Japan Railways w automatach. Są one wszędzie, przyjmują zarówno monety jak i banknoty. Nigdy nie mieliśmy problemu z ich obsługa. Trzeba tylko znać miejsce do którego chce się dotrzeć (nie zawsze są one opisane po angielsku, wiec trzeba mieć przewodnik – my nota bene korzystaliśmy z angielskiej wersji Lonely Planet – i tam odnaleźć nazwę po japońsku, a następnie bilet do tego konkretnego miejsca). Można też kupować lokalne pasy – po prefekturze, po regionie, po konkretnym mieście – pośredników znajdziecie w internecie. Wiele z takich biletów kupicie tylko i wyłącznie przez internet, a dostaniecie je regularną pocztą. My nie wiedzieliśmy jak to będzie z dzieckiem, jak mała będzie się czuła i czy po prostu nie będziemy spędzali dnia w parku – stwierdzam jednak po raz kolejny – nie brakowało nam takowych pasów i da się śmiało poruszać bez nich. W tym wszystkim chyba właśnie to było najpiękniejsze, bo dziecko dało nam inne poczucie czasu, inną świadomość podróżowania, radość wspólnie sprzędzonych chwili bez pospiechu.

DSC_6113_1_WM

Jesteśmy jednak w Osace. Jak już wcześniej wspomniałem wylądowaliśmy tam około 10 rano. Na samym lotnisku spędziliśmy ponad 2h w celach organizacyjnych. Przebraliśmy małą, załatwiliśmy podstawowe potrzeby higieniczne po nastu-godzinach w podróży, kupiliśmy bilety na dojazd do centrum i na metro, ustawiliśmy darmowy internet w komórkach i zaopatrzyliśmy się w darmowe mapy po regionie. Wspomniane wcześniej 9h różnicy dało się nam we znaki, choć  Tośka nie odczuła tego zupełnie. Na Osakę mieliśmy zaplanowany dzień przylotu o czym wspomnieliśmy w pierwszym wpisie i cały następny dzień, jak również ostatni przed samym powrotem do Europy. Tak więc otworzyliśmy przewodnik i zerknęliśmy co będziemy robić nazajutrz. Czekała nas ciepła, piękna wiosenna niedziela. Wybraliśmy się do centrum gdzie zjedliśmy japońskie śniadanie – ichniejsze drożdżówki z nadzieniem rybnym i czerwoną fasolą na słodko, kawę z ekspresu a następnie zafundowaliśmy sobie leniwy spacer po parku. Piękny dzień, pięknie spędzone wspólnie chwile. Pierwsze wspomnienie wiosennej Azji przyprawia nas teraz o łezkę w oku. Pomimo iż Osaka jest trzecim co do wielkości miastem w Japonii, (położona na wyspie Honsiu, regionie Kansai) to wcale nie przytłoczył nas zgiełk czy ogrom tego miasta. Tosia zachłysnęła się zielenią parku zważywszy że jak opuszczaliśmy Polskę to było szaro i zimno, pozaczepiała przechodniów i ganiała z nami na barana za ptaszkami. Miała też okazję pobawić się chwilę z klaunami i odpocząć przy kwitnących wiśniach. Wspomniana wcześniej nazwa Kansai przetacza się później na każdym kroku, zarówno w przewodniku, jak i na dworcach czy nazwach pociągów. Podczas wizyty w Osace udało nam się zobaczyć naprawdę sporo! Nie chcę wchodzić tu w szczegóły co jest z którego wieku, za jakiej dynastii powstało i w którym roku dokładnie, pozwolę sobie jednak wymienić kilka, które nam podobały się najbardziej:

  • parki,
  • dzielnica Shinsekai inaczej znana jako tzw. nowy świat, miejsce powstałe jeszcze przed wojną, później zaniedbane, a obecnie wracające do łask. W jej centrum znajduje się wieża Tsutenkaku.  Miejsce pijalni, klubów karaoke, bazarów, wesołych miasteczek w japońskich stylu, ulicznych grajków. Można tam zjeść jedną ze specjalności Osaki a mianowicie kushikatsu – zapiekane na patyku, w głębokim oleju różnego rodzaju smakołyki: dynia, szparagi, kurczak czy wołowina
  • Minami  – Namba zlokalizowana wokół stacji Namba – znana dzielnica rozrywki, oferująca wiele lokalnych sklepów i knajpek,
  • Świątynia buddyjska Shitennoji i chramy shinto Tenmangu i Imamiya Ebisujinja. Tenmangu został ufundowany już X wieku i został uznany za jeden ze 100 najważniejszych  świątyń w całej Japonii, 
  • Dzielnica Shinsaibashi w której znajdziecie ogrom ekskluzywnych kawiarń czy herbaciarń z gejszami,
  • Umeda Sky Building znajdujący się w dzielnicy Kita niedaleko stacji Umeda Stations. Ma on 173 metry wysokości i „składa się” z dwóch wież połączonych obserwatorium znajdującym się na 39 piętrze.

DSC_6097_1_WM

DSC_60651322_WM

Daliśmy sobie sporą dawkę luzu, tak by by nie forsować siebie, ale przede wszystkim Tośki. Było warto, bo jej uśmiech towarzyszył nam przez cały dzień. Spróbowaliśmy kilku japońskich specjałów, posiedzieliśmy w lokalnych knajpach i parkach, a także zobaczyliśmy kilkanaście ciekawych miejsc. Jak na pierwsze dni w Azji Wschodniej byliśmy super zadowoleni.

osaka-005

osaka-003

osaka-004

Pożegnaliśmy się z Osaką i udaliśmy się do Kyoto – o którym to w kolejnym wpisie.

Zdjęcia z całego wyjazdu możecie obejrzeć TU, a poniżej linki do pełnej relacji z Japonii:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *