Nippon. Kraj Kwitnącej Wiśni – Japonia część 1

jp-007

Zacznijmy więc od początku. Japonia wcale nie była krajem który mieliśmy na liście „must see”. Jak tylko dowiedzieliśmy się, że dołączy do nas Tośka już wiedzieliśmy że nasze podróże będą musiały być trochę bardziej bezpieczne i odrobinę bardziej zorganizowane. Na liście krajów (poza Europą) mieliśmy kilka, które według nas i według informacji wyszukanych w internecie były i są bezpieczne, a także w miarę swoich możliwości dostosowane do podróżowania z dzieckiem. Nasza lista nie była za długa ale znajdowało się tam kilka egzotycznych miejsc. Pozostało tylko czekać na “okazyjne” bilety. Jako pierwsze trafiły się właśnie te do Japonii. Co by ściąć koszty do minimum, wylot i przylot mieliśmy z Wiednia. Planowanie podróży rozpoczęliśmy już dobrych kilka tygodni wcześniej z czterech powodów:

  1. wyjazd mieliśmy zaplanowany na Cherry Blossom – czyli czas kiedy wiśnie w Japonii kwitną w kilku regionach, a więc i tłumy turystów podrażają w te miejsca,
  2. kraj jest ogromny a my mieliśmy niewiele ponad 2 tygodnie by zobaczyć choć jego niewielką część,
  3. w dniu wyjazdu Tośka miała mieć niewiele ponad 6 miesięcy – spanie, jedzenie, podróżowanie po kraju miały być choć odrobinę komfortowe, ale niedrogie,
  4. ceny, ceny i jeszcze raz japońskie ceny.

Rozsądnie planując i rezerwując bilety i noclegi a także czytając dobre fora internetowe (zerknijcie do sekcji poradniki) i jeden z niesamowitych rodzinnych blogów kasai.eu można bardzo ograniczyć koszty życia w Japonii. Można też zaplanować miejsca które warto zobaczyć, co jeść i czego unikać. Poza zbieraniem potrzebnych rzeczy na wyjazd, czytaniem przewodników postawiliśmy też na dobre poradniki jak przygotować dziecko do takiego wyjazdu.

Skontaktowałem się z linią KLM w której to bezpłatnie zarezerwowałem doczepiane do ścian/przegród kabinowych łóżeczko dla małej – w którym jak się potem okazało świetnie wypoczywała. Innym plusem takiego rozwiązania jest fakt, że przed naszymi fotelami poza Tośka i jej łóżeczkiem nie ma nikogo innego. Przestrzeń na nogi jest ekstremalnie satysfakcjonująca, a miejsce to wykorzystaliśmy jako plac zabaw dla małej.

No i przyszedł ten dzień, wyjazd do Wiednia! Plecaki spakowane: jeden nasz (ten większy), jeden Toski wyposażony w pieluchy, kaszki, słoiczki, kremy, leki i ciuszki. Wózek i nosidło spakowane, przewodniki i paszporty w podręcznym, auto zatankowane – ruszamy! Z małymi przygodami, wieczorem docieramy do Wiednia gdzie zostawiamy auto, meldujemy się w hotelu położonym blisko linii kolejowej na lotnisko, „obczajamy” teren, jak rano dostać się na pociąg, gdzie kupić bilety i ile czasu potrzebujemy na to wszystko. Kolacyjka, spacer i kimono. Rano dojazd na lotnisko, sprawna i szybka odprawa i bardzo wczesny wylot do Amsterdamu.

W Holandii jesteśmy już przed godziną 9 rano. Wychodzimy z terminalu przylotów, kupujemy bilety do centrum i na kilka godziny wypadamy do Amsterdamu. Marcowa pogoda nas nie rozpieszczała, może nie padało, ale wiatr był naprawdę porywisty. Obiadek, kilka pamiątek, sesja zdjęciowa i wracamy na lotnisko. Krótki, osobny wpis z Holandii możecie znaleźć TU.

Przed bramką odlotu jesteśmy sporo przed czasem. Tośka wzbudza zainteresowanie przyglądających się Japończyków… Europejczyków zresztą też. Kilka osób nas zaczepia pytając jak to jest wybrać się z dzieckiem na drugi koniec świata. Sami nie wiemy – przekonamy się już niedługo. Ponad 11 godzinny lot jest wyzwaniem nie tylko dla Tośki ale i dla nas. No cóż, czas wchodzić na pokład. Zajmujemy zarezerwowane wcześniej miejsce z łóżeczkiem, obok nas para francusko-japońska z niewiele starszą dziewczynką od Tośki. Startujemy!

Lot był bardzo przyjemny, bez turbulencji, drastycznych zmian ciśnienia. Mała przespała większość lotu, a budziła się tylko na karmienie. Zarówno Tośka jak i my znieśliśmy go wyśmienicie. Miękkie lądowanie i jesteśmy w Osace! Jest godzina 10 rano. Na lotnisku spędzamy kolejne 2 godziny. Zaopatrujemy się w bilety, w komórkach ustawiamy darmowy internet w całej Japonii!, odświeżamy się, przebieramy małą, planujemy dojazd do hotelu i ruszamy.

Pierwsze zaskoczenie to ilość pociągów, autobusów dojeżdżająca do centrum Osaki. Wybieramy jedną z tańszych kolejek i udajemy się do hotelu. Na Tośce różnica czasowa i jet lag nie zrobił większego wrażenia. 9h różnicy dało się nam we znaki, szczególnie po tak długim locie. Jak tylko dotarliśmy do hotelu Kasia padła ze zmęczenia (“bo ja czuwałam” – dodała Kasia czytając post) a ja zabrałem Tośkę na pierwszy spacer po Osace.

Zrobiliśmy pierwsze zakupy w supermarkecie, posiedzieliśmy w parku i wróciliśmy do hotelu. zmiana pieluchy i udało się nam wyciągnąć Kasię na dalszy spacer, bez celu, bez stresu, zobaczyć tylko jak wygląda okolica, jak funkcjonuje metro i co dobrego możemy zjeść na kolację. Wieczorem padliśmy jak much. Cała trójka!

Przed nami kilkanaście fascynujących dni w Japonii. Krótki opis naszej przygody, więcej szczegółów i palnów znajdziecie w kolejnych wpisach, a zdjęcia z całego wyjazdu możecie oglądać TU. Poniżej natomiast linki do pełnej relacji:

DSC_6079_1_WM

jp-008

DSC_6142_1_WM

jp-005

jp-004

jp-011

DSC_7664_1_WM

jp-009

jp-012

jp-006-1

jp-006

jp-010

DSC_7209_1_WM

jp-002

jp-003

DSC_7290_1_WM

jp-001

DSC_7764_1_WM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *