Malowana wieś

DSC_0079107_WM

Przeglądając kiedyś główną stronę portalu Onet.pl wpadłem na kolorowe zdjęcia tradycyjnej “polskiej wsi”. Pierwsze co pomyślałem: „daleko, pewnie gdzieś na Podlasiu”. Wrzuciłem hasło „Zalipie” do Google Maps i okazało się, że malowana wieś znajduje się w Małopolsce. Z Krakowa „rzut beretem”, tak więc kolejna sobota zaplanowana. Do Zalipia wybraliśmy się przez Opatowiec, gdzie wpadliśmy na wystawę koni – i jak się okazało była to nie lada atrakcja dla Tośki. Następnie promem za 6zł przepłynęliśmy przez Wisłę i Dunajec.

006

DSC_0046104_WM

DSC_0055105_WM

DSC_0062106_WM

Jak możemy przeczytać na portalu www.polskaniezwykla.pl : Zwyczaj malowania domów w Zalipiu we wzory kwiatowe narodził się pod koniec XIX w., gdy zaczęto budować chaty z kominami. Wcześniej dym, który powinien wydostawać się przez otwór w powale, snuł się po niskich izbach, osmalając ściany, dlatego trzeba było często bielić je wapnem. Kiedy pojawiły się kominy, bielone połacie pozostawały przez długi czas jasne, więc gospodynie przyozdabiały je, malując na nich kwiaty. Farby przygotowywały domowym sposobem, a pędzle robiły np. z końskiego włosia czy rozczapierzonego brzozowego patyczka. Używając tak prostych narzędzi, tworzyły duże, wyraziste ornamenty, do złudzenia przypominające ludowe hafty. Początkowo upiększały tylko wnętrza domów, np. piece i skrzynie, ale z czasem również zewnętrzne ściany gospodarstw pokryły kwiaty.

W Zalipiu warto zobaczyć dziś udekorowane w taki sposób płoty, kapliczkę, studnię, stajnię, kurniki, nawet budę dla psa. Zagród ze zdobionymi budynkami jest ok. 20, ale tradycyjnych pieców pokrytych wzorami zachowało się niewiele.( ……)

005

DSC_0092109_WM

002

004

DSC_0133113_WM

003

Wieś jest naprawdę bardzo mała, całą pokonaliśmy pieszo – Tośka oczywiście w wózku i nosidle. Do jednego domu zostaliśmy zaproszeni przez gospodarza. Mała zachwycała się kurami, krowami czy innymi zwierzątkami które tylko wydawały dźwięki… a zapomniałbym o błocie – to była kolejna atrakcja dnia. Jeden dom w Zalipiu (Zagroda Felicji Curyłowej) zaaranżowany jest na muzeum, można więc zobaczyć jak wyglądała tradycyjna polska chata na początku XX wieku. W „domu malarek” można zaopatrzyć się w malowane magnesy, drewniane łyżki, talerzyki i inne pamiątki. Bardzo zaskoczyły nas auta na szwedzkich czy francuskich rejestracjach.

001

Po spacerze i obiadku (niestety nie można nic zjeść na miejscu) przyszedł czas na powrót. Do Krakowa wracaliśmy tym razem od południa.

Więcej zdjęć znajdziecie TU.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *