Kioto & Nara. Nasze pierwsze zadziwienia – Japonia część 3

nara-002

Szybko i komfortowo dotarliśmy lokalnymi kolejami do Kioto. Tośce od samego początku spodobała się ta mała przygoda, bo w pociągu jej szaleństw nie było końca. Zaraz po wyjściu ze stacji (nota bene niesamowita konstrukcja) doszliśmy do naszego hotelu, a dokładniej ryokanu (Honnoji) – czyli tradycyjnej japońskiej gospody. I tu pierwsze zdziwienie: jesteśmy przed planowanym czasem zameldowania się – niby nic specjalnego, tym bardziej że Pani na recepcji oznajmia iż nasz pokój jest już przygotowany, a pomimo to nie zostajemy do niego wpuszczeni nim wybija pełna godzina – wspomniana w rezerwacji. Pełna, co do minuty!!! Czas oczekiwania umilaliśmy sobie nawzajem wraz z personelem hotelu – co kraj to obyczaj 🙂

DSC_6121_1_WM

Nasz ryokan – choć może nie bardzo rodzinny, bo to raczej hotel – akceptował małe dzieci, a to ważne bo nie wszędzie można robić rezerwacje z maluchami. Tzw. hotele kapsułowe nie akceptują ich w ogóle. Zaproszono nas do pokoju, który otwierał mały przedsionek. W nim zostawiało się buty (warunek konieczny do przekroczenia progu ryokanu i poruszania się po matach tatami) i torby. Z boku wchodziło się do toalety, w której na podłodze stały równo ułożone pantofle. Toaleta oczywiście z umilaczami w postaci zagłuszacza odgłosów, podgrzewanej deski sedesowej czy różnego rodzaju natryskiwaczami zamontowanymi wewnątrz muszli. Tradycyjnie kranik do obmycia rąk znajdował się na spłuczce, a woda po umyciu trafiała do samego pojemnika od spłuczki. Za przedsionkiem, na podwyższeniu znajdowało się główne pomieszczenie gdzie podłogę pokrywały maty tatami wykonane z plecionej słomy. Po środku pokoju rozłożona była pościel. Mieliśmy też niski stół na którym stały filiżanki z herbatą, ciepła woda w termosie i lokalne słodycze. Za głównym pomieszczeniem było jeszcze jedno, mniejsze, a oddzielały je od siebie przesuwane drzwi fusuma – wykonane z drewnianych listew i jasnego papieru. Była tam lodówka, kran i przybory do kąpieli. Brakowało tylko łazienki… tak, bo ryokany charakteryzują się łaźniami o-furo. Każdy gość ryokanu ma możliwość wzięcia kąpieli o konkretnej godzinie (w naszym wypadku 2-3 razy do dnia). Należy się ubrać w przygotowany strój yukata – coś w rodzaju kimono, zabrać przygotowane ręczniki i udać się do łaźni. Obowiązują reguły których ściśle należy się trzymać i przestrzegać. Wchodząc do łaźni rozbieramy się do naga, zostawiając yukate w koszach wiklinowych. Znajdują się one w pierwszym pomieszczeniu wyposażonym w lustra, suszarki, patyczki do uszu itd. Po rozebraniu się, przechodzimy do drugiego pomieszczenia, w którym wzdłuż ścian, na wysokości kolan rozlokowane są małe kraniki i prysznice. Przy każdym z nich jest stołeczek, mydło, szampon i odżywki. Pośrodku sali znajduje się basen/wanna do której należy wejść, dopiero po wcześniejszym dokładnym obmyciu ciała. Wspólnie więc z innymi siedzi się razem, odpoczywając czy rozmawiając – jak tylko zna się japoński. Łaźnie są oczywiście niekoedukacyjne 🙂

Tosia jak tylko pojawiała się w ofuro przyprawiała wszystkich gości (samych Japończyków) o uśmiechy i piski radości. Wołali ją (nie tylko tam, bo i przez kolejnych kilkanaście dni i to na każdym kroku) kawaii co znaczy słodka, kochana. Kasia miała to „szczęście” że trafiła raz na drużynę juniorskich piłkarek siatkowych 🙂 mi natomiast w łaźni towarzyszyli nieliczni Japończycy. Poza ofuro Tosia pokochała tatami mat. I tam tak naprawdę zaczęła raczkować. Swoje pierwsze, samodzielne życiowe „przemieszczenie” zaliczyła więc w Japonii. Z kołdry na kołdrę, z poduszki na poduszkę, z końca pokoju na drugi koniec. Nie szło jej zatrzymać 🙂

Był to nasz najdroższy nocleg podczas całej podróży, gdzie cena za jedną noc wynosiła 8500 JPY to jest około 70 USD, rezerwowane przez Agoda. Może nie jest to najtańsza opcja – ale chcieliśmy choć odrobinę poczuć typowy japoński klimat i styl. Było warto!

DSC_6157_1_WM

kioto-001

Nim przejdziemy do naszych kolejnych zadziwień, to może kilka słów o samym mieście. Kioto było dawną stolicą Japonii i siedzibą cesarza, a obecnie nadal uważane jest za kulturalne centrum kraju. Można o nim pisać i opowiadać godzinami! Śmiało można na nie zaplanować co najmniej kilka dni tak by dobrze je poznać i zobaczyć większość zabytków. Podczas bombardowań II wojny światowej praktycznie w ogóle nie ucierpiało, dzięki czemu dziś jest jednym z najlepiej zachowanych miast w Japonii. Znajduje się tam ponad 400 chramów shinto, 1600 świątyń buddyjskich, wiele pałaców i ogrodów. My zobaczyliśmy tylko część z tego i choć nie wymienię już nazw większości z tych miejsc, to najbardziej zapadły nam w pamięć te – które również Wam polecamy:

  • Arashiyama – dzielnica z przepięknymi lasami, zielenią, czy kwitnącymi wiśniami położona już odrobinę za Kioto, słynie z mostu Togetsukyo. Choć można go spotkać na pocztówkach czy pamiątkach z Kioto, to najbardziej znaną atrakcją tej dzielnicy jest las (a dokładniej ulica przecinająca las:)) bambusowy – tłumnie odwiedzany, fotografowany i filmowany przez tysiące turystów. Tereny Arashiyamy są ogromne – 1 dzień to zdecydowanie za mało. Znajduje się tam bardzo wiele świątyń (jak choćby: Tenryuji, Daikakuji, Jojakkoji, Nisonin, Gioji), pustelni, małych parków, a w samym centrum znajdziecie też sporo knajp czy restauracyjek. Można również odpocząć nad położonym centralnie jeziorem. Nam pogoda dała się trochę we znaki i zamknęliśmy się na ponad godzinę w ciepłej herbaciarni, gdzie i Tośka zasmakowała przywiezionej z Polski zupki w słoiczku 🙂

kioto-009

DSC_6408_1_WM

kioto-011

DSC_6419_1_WM

DSC_6386_1_WM

  • Kolejny punkt z serii „must see” to: Fushimi Inari Shrine – położony w południowej części Kioto. Słynie z tysięcy pomarańczowych bram tori, ustawionych wzdłuż ścieżek spacerowych prowadzących przez górzysty las do świętej Góry Inari i położonej tam świątyni. Każda z bram tori dedykowana jest Bogowi Shinto. Oczywiście głównym punktem wizyty w tym miejscu jest eksplorowanie, czasem bardzo krętych i stromych ścieżek z pięknymi pomarańczowymi bramami, ale warto także pozwiedzać i obejrzeć lokalne świątynie. Chcąc mieć swoją bramę tori na jednej ze ścieżek musimy być dość hojni – taka „przyjemność” w najtańszej wersji kosztuje około 13-14 tysięcy złotych za małą bramę, a w opcji droższej nawet 30-40 tysięcy złotych.  Spacer na samą górę zajmuje około 2-2,5 h.

DSC_6548_1_WM

kioto-007

kioto-004

kioto-005

kioto-006

  • Kinkakuji tzw. Złoty Pawilon – to kolejne obowiązkowe miejsce do zobaczenia. Ulokowana w północnej części Kioto świątynia Zen ma 2 ostatnie piętra pokryte prawdziwym złotem. Oficjalnie znana jest także pod nazwą Rokuonji, położona nad cudownym jeziorkiem robi ogromne wrażenie. Tak naprawdę jest to cały kompleks świątyń, ogrodów czy domków herbacianych na które należy poświecić co najmniej kilka godzin. Chyba po raz pierwszy w tym miejscu Tosia miała dość „zaczepek”. Jak wcześniej wspomnieliśmy, w wielu miejscach zagadywano nas czy zaczepiano chcąc sobie zrobić z nami zdjęcia. I tu, po kilku dniach, zmęczeniu i ciągłych sesjach fotograficznych Tosia nie dała rady – popłakała się, wiec nasz pobyt w parku musieliśmy skrócić do minimum i dać jej chwilę oddechu.

DSC_6468_WM

kioto-010

DSC_6501_1_1_WM

  • Miejsce którego nie powinniście ominąć na turystycznym szlaku Kioto to także Nishiki Market – znajdujący się w centrum, pomiędzy wieloma budynkami market-ryneczek z ogromną ilością sklepów i knajp.  Znany również pod nazwą  „Kuchnia Kioto” – uwierzcie nam, trafione w 100%. Znajdziecie tam setki japońskich specjałów, świeże owoce morza, gotowane czy smażone lokalne przysmaki, dziwne suszone frykasy, słodycze, kiszonki poza tym noże, naczynia, instrumenty i pamiątki. Świetna atmosfera, masa ludzi, super! My sami spróbowaliśmy przeróżnych, ciężkich do nazwania specjałów, a i Tośce dostało się odrobinę glonów na deser. Tak naprawdę miejsce to ma bardzo długa tradycję i pomimo pojawiającej się tam „chińszczyzny” historie niektórych sklepów sięgają już XIV wieku.

DSC_6173_1_WM

kioto-013

kioto-015

DSC_62241502_WM

  • Dzielnica Higashiyama, jest jedną z najlepiej zachowanych tradycyjnych dzielnic w Japonii. Można tam doświadczyć tradycyjnego Kioto, gdzie wąskie uliczki „przystrojone są” tradycyjnymi, drewnianymi domkami czy sklepikami z lokalnym rękodzielnictwem.

kioto-012

DSC_6286_1_WM

DSC_6195_1_WM

To tylko kilka wymienionych miejsc na mapie Kioto – które według nas musicie zobaczyć. Przygotujcie się też finansowo, wstęp do wielu świątyń jest płatny.

Będąc jeszcze w Polsce zastanawialiśmy się, co my ‚tam’ będziemy jedli. Oczywiście wszyscy znamy – nawet ze słyszenia – sushi, które nota bene w Japonii jest niesamowite i naprawdę tanie! Ale my zaopatrywaliśmy się przede wszystkim w bento – czyli rodzaj japońskiego posiłku na wynos, który można kupić nie tylko w lokalnych punktach gastronomicznych ale i zwykłych sklepach, czy stacjach kolejowych. Można poprosić o jego podgrzanie – jeżeli tylko się do tego nadaje. Zazwyczaj składa się ono z ryżu, mięsa lub owoców morza, ryb, a także gotowanych warzyw. Przeważnie bento pakowane jest w plastikowe pojemniki, a sami Japończycy często pakują je w drewniane, pięknie zdobione pudełeczka. Zabierają je ze sobą do pracy, parku czy teatru. Tosia miała przywiezione z Polski kaszki i kilka słoiczków z gotowym jedzeniem – to było jej prywatne bento 🙂 W Japonii, zresztą tak jak i u nas w kraju, bez problemu można kupić żywność dla dzieci praktycznie na każdym kroku, a ceny nie różnią się od naszych. 

kioto-014

kioto-016

W ramach jednodniowej wycieczki „poza miasto” wybraliśmy się do niedaleko położonej Nary (także lokalnym pociągiem). Nara była pierwszą stałą stolicą ustanowioną w 710 roku, w której to powstawały wówczas liczne buddyjskie świątynie, a samo miasto z powodu napływu ludności zaczęło się bardzo rozbudowywać. Nadal widać to na każdym kroku, bo pełne jest ono historycznych perełek wliczając w to najstarsze japońskie świątynie. Dla nas obowiązkowym punktem programu była świątynia Todaiji – jedna z najbardziej znanych w całej Japonii. Sala główna jest największym drewnianym budynkiem świata a w środku znajduje się ogromny pomnik Buddy wykonany z brązu (15 metrów wysokości).

DSC_6764_1_WM

kioto-003

kioto-002

Wokół całego kompleksu parkowego, praktycznie w samym centrum miasta można spotkać setki przechadzających się sarenek. W wielu miejscach można zakupić (około 150 JPY) specjalnie dla nich przygotowane ciasteczka. Dla Tosi był to oczywiście główny punkt programu! Większość czasu spędzonego w Narze przespała, ale jak tylko podeszły do nas sarenki to krzyku radości nie było końca. Trzeba być też ostrożnym i uważać a nie, bo lubią podkradać wszystko co mamy w kieszeniach czy plecakach – nam zabrały pieluchę 🙂 Dzień był długi i męczący, tak więc na wpół przytomni wróciliśmy wieczorem do Kioto. Po nocy czekało nas już tylko poranne pakowanie i przejazd na lotnisko w Osace (na które to zdążyliśmy w ostatniej chwili – największy stres podczas wyjazdu). Lecimy do Tokio (wspomnianymi we wcześniejszym wpisie liniami ANA. Za bilety zapłaciliśmy 12000 mil M&M plus 7,50 zł podatku)!!!

DSC_6751_1_WM

nara-001

Zdjęcia z całego wyjazdu możecie obejrzeć TU, a poniżej linki do pełnej relacji z Japonii:

…i jeszcze kilka kolaży z komórki…

PhotoGrid_1427202436645 (1)

PhotoGrid_1427031193596

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *